Dziś jest: Poniedziałek, 18 Marca 2019 r.
Elbląski Komitet Obywatelski » strona główna » blogi » » wpisy » Milenium Państwa Polskiego, czyli co się ...
0, 07. Listopad 2010 r. | Odsłon: 13101

Milenium Państwa Polskiego, czyli co się stało w 1966 r.

„Człowiek jest odpowiedzialny nie tylko za uczucia, które ma dla innych, ale i za te, które w innych budzi.”

„Polaków nie zdobywa się groźbą, tylko sercem.”

                                                                                                       Stefan Kardynał Wyszyński – Prymas Tysiąclecia

 

W 1966 roku, czyli czterdzieści cztery lat temu, w roku milenijnych uroczystości, Kościół Katolicki bezdyskusyjnie wygrał rywalizację z komunistycznymi władzami PRL o rząd dusz nad Polakami.

Rok 1966 to data wciąż zaskakująco słabo ugruntowana w świadomości historycznej Polaków. Dlaczego tak słabo pamiętamy o najbardziej masowych w latach 60-tych demonstracjach wiary i oporu wobec znienawidzonej, totalitarnej władzy z sowieckiego nadania.

Właśnie mijają 44 lat od roku, który z perspektywy czasu można uznać za kluczowe „doświadczenie pomostowe” między Październikiem ’56 a powstaniem jawnej opozycji w końcu lat 70. i wybuchem w 1980 roku rewolucji „Solidarności”.

Mimo to data uroczystości Milenium Chrztu Polski z 1966 roku nadal rzadko, a wręcz wcale, bywa wymieniana w sekwencji dat 1956 – 1968 – 1976 – 1980, jakimi odmierzany jest opór Polaków wobec komunistycznej władzy i ponowny rozwój naszej świadomości narodowej.

Przykładowo zabrakło dla niej miejsca na pomniku poznańskiego Czerwca. Pomijano ją w skrótowych historiach polskiej opozycji, w których rok 1956 znaczył odrzucenie stalinizmu, a 1968 r. ponowne odkrycie brutalności reżimu komunistycznego.

Jest to zaiste sytuacja niezrozumiała dla mnie, zwłaszcza zważywszy na fakt, że trwa nieprzerwanie do tej pory, bez widoków na jakąkolwiek radykalną zmianę. Jeżeli brać pod uwagę tak blisko siebie osadzone w czasie wydarzenia końca lat sześćdziesiątych, jak Millenium 1966 i tzw. wydarzenia marcowe 1968 to, jeżeli chodzi o zakres i skalę demonstracji, te z 1966 roku są nie mniejsze. Jeżeli chodzi o ówczesną skalę kraju, to 1000-lecie Chrztu Polski poruszyło polskie społeczeństwo dużo głębiej i w większym zakresie niż wydarzenia 1968 roku.

W perspektywie wszystkich minionych lat od tych wydarzeń nie trzeba być wybitnym znawcą tematu by stwierdzić, że ludziom z lewicowych środowisk rewizjonistycznych udało się, na skutek wielu perfidnych zabiegów, tak dalece zdominować polską publicystykę, media, ale także, niestety, i historiografię, że Millenium Chrztu Polski niemalże odeszło w zapomnienie.

Zapewne, zgodnie z rosyjskim porzekadłem „ i smieszno i starszno” jest w środowisku historyków przyglądać się wyczynom tych z jego przedstawicieli, którzy dokonują nieprawdopodobnych wręcz wyczynów „akrobatycznych” i „ekwilibrystycznych” by okres sowieckiej okupacji w Polsce zredukować do wydarzeń 1968 roku i „najpotworniejszej zbrodni”, jaka wtedy, według nich miała miejsce. Miał to być mianowicie „dramat” tych z byłych komunistycznych aparatczyków żydowskiego pochodzenia, którzy musieli z Polski wyjechać, ponieważ przestali być ministrami i partyjnymi „tuzami”. Oczywiście, jedyną rzeczą, jaką mogli wtedy zrobić, to spakować walizki i wywieźć za granicę zranioną dumę wraz z tym, co zdołali nakraść, by potem opluwać Polskę i Polaków z bezpiecznej odległości, udając niewinne ofiary represji, jednocześnie zapominając o swojej łajdackiej przeszłości w szeregach czerwonej bandy.

Generacja lewicy laickiej, jeśli sięga po rok 1966, to głównie w celu przypomnienia wznoszącego się ponad narodowe partykularyzmy listu biskupów polskich do biskupów niemieckich. I tyle, nic ponad to.

A przecież gromadzące po sto czy nawet dwieście tysięcy ludzi w dziesiątkach miast Polski uroczystości milenijne były najbardziej masowymi demonstracjami oporu w latach 60 nie tylko w Polsce. W tym czasie w żadnym innym kraju bloku sowieckiego nie doszło do podobnej sekwencji manifestacji religijnych, których na skutek typowo polskiej specyfiki nie sposób oderwać od aspiracji niepodległościowych Polaków.

Słaba pamięć elit? Skąd ta dziura w zbiorowej pamięci? Być może na pewne „upośledzenie” roku 1966, na przykład w porównaniu z Marcem ’68, wpływa fakt, że było to wydarzenie ludowe, w którym nie brały udziału (no, bo jak? Z jakich niby pobudek?) kręgi opozycji rewizjonistycznej, czyli lewica laicka. Z takim programem ideologicznym, jaki sobą reprezentował ruch zapoczątkowany Wielką Nowenną 1956 roku, na pewno nie byłoby im po drodze.

Elity intelektualne związane z Kościołem odgrywały w nich pewna rolę, ale nie były one spiritus movens ówczesnych wydarzeń. Równie „ludowe” i spontaniczne były zajścia, do jakich doszło w ciągu 1966 roku w Gdańsku, Krakowie czy Warszawie. Dochodziło do starć z milicją z użyciem gazów łzawiących i armatek wodnych. ZOMO niejednokrotnie miało okazję udowodnić swoją przydatność i wierność Partii. W każdym z tych wypadków protesty uliczne zostały sprowokowane przez agresywną, antykościelną postawę władz.

Ludowy charakter mają też legendy dotyczące ówczesnych demonstracji wierności wierze.

To prości Polacy mieli ponieść w Poznaniu na własnych ramionach półtoratonowy mikrobus z kopią jasnogórskiego obrazu, gdy milicja zakazała przejazdu z fary do katedry.”Nie pozwalają wieźć obrazu? Ale nieść wolno, poniesiemy auto! „– tak według żywej do dziś legendy mieli zakrzyknąć wówczas poznaniacy.

Największą pokojową demonstracją 1966 roku, – bo licząca według różnych ocen od trzystu do pięciuset tysięcy wiernych – było nabożeństwo Tysiąclecia odprawione 3 maja 1966 roku na Jasnej Górze. Podczas tej głównej uroczystości obchodów milenium zabrakło papieża Pawła VI, któremu władze nie pozwoliły przyjechać do Polski. Swoistą demonstracją protestu Watykanu wobec postawy ekipy Gomułki było obdarzenie prymasa Stefana Wyszyńskiego na czas uroczystości honorowym tytułem legata papieskiego. Co myślał prymas patrząc na wielotysięczne tłumy? Czyż nie mógł odczuwać satysfakcji, że Polacy przeszli jakieś duchowe katharsis po potwornościach wojny i upodleniach stalinizmu, że nie zostali złamani przez nachalną komunistyczną indoktrynację?

Nie byłoby uroczystości roku 1966 bez idei Wielkiej Nowenny, jaką rozpoczęto w sierpniu 1956 roku poprzez odnowienie Ślubów Jasnogórskich Narodu.

Ich tekst powstał w miejscu uwięzienia prymasa Polski w bieszczadzkiej Komańczy, ale nie sposób wątpić, że był owocem znacznie wcześniejszych refleksji Stefana Wyszyńskiego nad sytuacją duchową Polaków. Z licznych dywagacji na temat genezy idei Wielkiej Nowenny najbardziej bliska jest mi opowieść o przewiezieniu prymasa w 1954 roku do miejsca odosobnienia w śląskim Prudniku. Rozmiłowany w Trylogii kard. Wyszyński miał wtedy uświadomić sobie, że niemal dokładnie 300 lat wcześniej opatrzność rzuciła na opolski Śląsk króla Jana Kazimierza uciekającego z zalanego szwedzkim potopem kraju. I tam też w umyśle króla wygnańca miała narodzić się idea ślubów jasnogórskich, do których doszło potem we Lwowie, a których efekt dla mobilizacji Narodu do walki z najeźdźcą był nie do przecenienia. Był to bezdyskusyjny cud przemiany, który miał także, choć nie w takim stopniu, jak w czasach Potopu, wpłynąć na morale i ducha Polaków.

W 1954 roku powodów do gorzkiej refleksji było równie wiele jak trzysta lat wcześniej. Klęsce militarnej i utracie niepodległości po 1944 roku towarzyszyła demoralizacja społeczeństwa wynaturzonego wojną, a potem zmiażdżonego obcęgami strachu epoki bandytyzmu stalinowskiego.

Nawała nieszczęść skłaniała niektórych do kpin z narodowej retoryki i ucieczki w szyderczy cynizm. Inni ubierali swój oportunizm w mędrkowanie o politycznym realizmie i konsekwencjach wydania Polski na pastwę Stalina przez zachodnich aliantów. Prymas jednak wierzył, że ta lawina nieszczęść może być odwrócona tylko przy pomocy Bożej interwencji. Stąd program Wielkiej Nowenny wcielany w życie po powrocie z więzienia.

Jej najbardziej znaczącym wydarzeniem-symbolem była pielgrzymka po kraju kopii obrazu Matki Jasnogórskiej, ale form pracy nad odnową duchową było znacznie więcej. Bez wychowawczej pracy prymasa między 1957 a 1965 rokiem nie byłoby spektakularnej mobilizacji narodu w roku milenium. Przykładowo tłum wiernych witający prymasa w Poznaniu szacuje się na 250 tysięcy ludzi. W Lublinie tłumy zgromadzone na uroczystościach zawładnęły na krótko centrum miasta i mimo zakazu władz przeniosły kopię obrazu w gigantycznym uroczystym pochodzie.

Trudno dziś rozdzielić religijne i niepodległościowe intencje setek tysięcy wiernych, którzy gromadzili się mimo aktywnego przeciwdziałania władz na etapach prymasowskich mszy w najważniejszych miastach kraju. To wtedy pierwszy raz Polacy mogli się wzajemnie policzyć i stwierdzić jak wielu ich jest. Jednocześnie ówczesna mobilizacja sił bezpieczeństwa była największą demonstracją siły komunistycznych rządów przed 1968 rokiem.

Władze, próbując przyćmić milenijne uroczystości kościelne, niechcący uwidoczniły swoje uzurpacje. Humorystycznie, wręcz groteskowo wyglądało rozdymanie tradycji Lenino, Gwardii Ludowej czy PPR na tle symboli tysiącletnich związków wiary i narodu w świątyniach Gniezna, Łęczycy, Wrocławia, Wawelu.

Wpływ Wielkiej Nowenny na morale Polaków łatwiej zauważyć na tle innych społeczeństw poddanych po wojnie władzy komunistycznej. Węgrzy po 1956 roku wpadli w apatię i zaakceptowali konsumeryzm epoki Kadara. Z kolei społeczeństwu NRD tamtejsi komuniści, jako ersatz swobód rzucili nieformalną zgodę na swobodę obyczajową i łatwość rozwodów.

W Polsce w tym czasie uratowano siłę rodziny i kulturowe przywiązanie do chrześcijaństwa. Bez sukcesu Wielkiej Nowenny ruch patriotyczny „Solidarności” w 1980 roku nie miałby tak chrześcijańskiego oblicza i symboliki. Bez tego dziedzictwa jakaś zdechrystianizowana „Solidarność” mogłaby być związkiem roszczeniowym, łatwym do manipulacji i pozbawionym ambicji wyrażania aspiracji Polaków.

Prymas, który doczekał powstania „Solidarności”, był wielkim terapeutą narodu. Po strasznych latach okresu stalinizmu pomógł społeczeństwu odbudować poczucie własnej godności i świadomości istnienia, jako Narodu z 1000-letnia historią państwowości, osadzonej na fundamencie religii katolickiej i przynależności do Cywilizacji Łacińskiej.

To on uformował posługę biskupią, a potem kardynalską Karola Wojtyły, który zawdzięczał mu siłę ducha w starciu z komunistycznym systemem.

Prymasowski program przygotowań do Milenium Chrztu Polski uczył myślenia o niezakłamanej narodowej historii. Szlachetna, naznaczona męczeństwem więzienia twarz kardynała hipnotyzowała wręcz Polaków. Jego królewski majestat stanowił niezwykły kontrast dla wulgarności postaci i charakterów komunistycznych władców „Priwislanskowo Kraja”.

Pokolenie dzisiejszych czterdziestolatków, a nawet pięćdziesięciolatków, milenijnych uroczystości nie może pamiętać, ale na pewno część z nich miała szanse wyrosnąć w legendzie opowieści o aresztowaniu przez SB i milicję obrazu jasnogórskiego, a jest to przypadek bez precedensu w historii Polski, że byłoby nie na miejscu nie powiedzieć paru słów o tym wydarzeniu.

„22.06.1966 r. po zakończonych uroczystościach we Fromborku, ksiądz prymas Stefan kardynał Wyszyński osobiście brał udział w przewożeniu obrazu nawiedzenia do swojej archidiecezji warszawskiej. Kilkanaście kilometrów za Fromborkiem, w Liksajnach, milicja zatrzymała kawalkadę samochodów. Przemocą odebrano księdzu Prymasowi obraz i skierowano wóz kaplicę w innym niż to było przewidziane kierunku. Tajna policja dostarczyła obraz do katedry warszawskiej z pominięciem miejsc, w których obraz miał się zatrzymać - Nowego Dworu i parafii św. Stanisława Kostki na Żoliborzu. Jednak w obydwu tych parafiach odbyły się uroczystości pomimo braku obrazu. Kilkanaście tysięcy ludzi gorąco oklaskiwało księdza Prymasa witającego nieobecny obraz nawiedzenia. Na frontonie świątyni ustawiono pusty tron, co wywierało silne wrażenie na wiernych, wielu płakało.
Ponieważ milicja uniemożliwiła przewóz obrazu z Warszawy do Sandomierza, gdzie były następna stacja milenijnej peregrynacji, podczas uroczystości eksponowano puste ramy z kwiatami, co wywoływało olbrzymie poruszenie wielotysięcznych rzesz wiernych.
Podczas następnej próby przewiezienie obrazu na miejsce uroczystości, obraz został ponownie aresztowany i 2.09.1966 r. przywieziony pod eskortą na Jasną Górę. Odtąd klasztor był pilnowany dzień i w nocy przez posterunki milicji, aby obraz nie został wywieziony. Okoliczna ludność zaczęła nazywać milicjantów "Szwedami" oblegającymi Jasną Górę. Ojcom Paulinom władze zagroziły, że jeżeli obraz opuści Częstochowę, to władze odbiorą domy zakonne w Częstochowie i na Skałce w Krakowie. „

Jak relikwie są przechowywano zdjęcia z gigantycznych mszy księdza prymasa w polskich miastach i opowiada się o niejednym fotografie, któremu za kopiowanie zdjęć z milenijnej mszy zabrano koncesje na prowadzenie zakładu.

Wszystkie te szykany i represje nie były wstanie oderwać polskiego ludu od Jego Królowej, która razem z nim chciała świętować 1000 chrztu Polski. Nie mogły w tym przeszkodzić ani siła, ani tym bardziej głupota rządzących polską komunistów.

Ludzie „pokolenia 1966″ rzadko robili jakieś wielkie kariery. Owszem, dobry los nagrodził po latach Wiesława Chrzanowskiego, ówczesnego doradcę prymasa, zaszczytną funkcją marszałka Sejmu. Ale najczęściej ci usuwani w czasach PRL na margines ludzie wiary pozostawali szarymi obywatelami. Jeśli się o nich dowiadujemy, to raczej dzięki ich dzieciom wdzięcznym za otrzymany od nich duchowy depozyt. Do pokolenia 1966 r. należał, między innymi, ojciec wielodzietnej rodziny, częstochowski architekt Stanisław Pospieszalski, któremu nieraz przyszło płacić za swoje przekonania. Jego syn Jan szuka dziś w programie „Warto rozmawiać” odpowiedzi na pytania, których stawiania nauczył go ojciec. Byli też i tacy jak Antoni Zambrowski, członek PZPR, późniejszy działacz opozycji, który pod wpływem uroczystości milenijnych zaczął odchodzić od marksizmu, by stać się potem głęboko wierzącym katolikiem.

W jakimś szerszym sensie dopełnieniem wielkiej nowenny z lat 1956 – 1966 była chwila, gdy godność następcy św. Piotra objął papież Polak. A rok potem polski kardynał Wyszyński mógł być świadkiem proroczych słów Jana Pawła II: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!”.

Widząc setki tysięcy ludzi na papieskiej mszy w Warszawie, kardynał Wyszyński mógł zadumać się nad owocami, jakie wydały uroczystości milenijne.

Bez pokolenia 1966 roku nie byłoby pokolenia Jana Pawła II. Nie sposób oderwać dziedzictwa kardynała Wojtyły od wcześniejszego skarbu nauczania prymasa Wyszyńskiego, które pozwoliło Polakom tak godnie przejść przez czerwoną niewolę. I dlatego warto pamiętać o wydarzeniach sprzed 44 lat przy zestawianiu dat polskiej drogi do wolności, która wbrew potocznemu mniemaniu, nie zakończyła się jeszcze i trwa. Jak długo? To się jeszcze okaże!

I to by było na tyle.

 s.o.   nec optimus, nec pessimus

 


Dodaj nowy komentarz:

Lista komentarzy:

Znakomity tekst. Powinien być rozpowszechniamy wśród Polaków, gdzie to możliwe. Trafność ocen i podkreślenie aktualności przesłania Millennium Chrztu Polski jest szczególnie wartościowe w epoce rządów libertynów i dziedziców komuny. A przy okazji, odnośnie komentarza "antyfundamentalistycznego blogera". Jakże fałszywie brzmią jego słowa zarzucające Kościołowi chciwość władzy! Jaki bolszewicki czerwony jad wypełza z tych wynurzeń otumanionych propagandą libertyńską czarnej gwiazdy śmierci z GW na ul. Czerskiej, iż nie będzie w Polsce Iranu! Co za otumanienie i zamulenie świadomości! Zaprzedana antypolska propaganda! Lepiej byłoby gdyby ten "antyfundamentalistyczny bloger", który jest wyznawcą tych fałszywych teorii, zapoznał się z niezakłamaną historią Polski i pomyślał o zawróceniu z błędnej drogi, prowadzącej na manowce upadku. Módlmy się o łaskę nawróceniu dla niego!

dodany: 07.08.2013 , 13:52 | ~ Obserwator

Witam, Proszę zauważyć, że w 1968 r. nie tylko partyjne "tuzy" żydowskiego pochodzenia opuściły Polskę, ale też zwykli ludzie, Żydzi, których stąd wygoniono i którzy bardzo ubolewali z tego powodu, że muszą opuścić kraj, którzy traktowali jak swoją Ojczyznę. Następna refleksja. Wszelkie tego typu masowe "teatry" i "show" zorganizowane przez KRK - Kościół Katolicki, w stylu takim jak "Krucjata Różańcowa za Ojczyznę" i temu podobne "inicjatywy" mające na celu przejęcie władzy przez Kleryków w Polsce przy pomocy prawicowych skrahnych ultra -katolików ocierających się o nacjonalizm, faszyzm i ksenofobię, napawają mnie wielkim obrzydzeniem. Ja protestuję. Jest to przestroga, aby temu Kościołowi Katolickiemu - tak zachłannemu, chciwemu i fanatycznemu nigdy takiej wielkiej władzy w żadnym wypadku nie dawać. Religia ma zostać i być sprawą prywatną każdego człowieka. Wara z publicznym narzucaniem wszystkim przymusowego katolicyzmu. Nie będzie w Polsce Iranu. Wara fundamentalistycznym zamachowcom od praworządnego i świeckiego państwa !

dodany: 06.11.2012 , 21:01 | ~ bloger antyfundamentalistyczny

Bardzo celne spostrzeżenia. Rzeczywiście te wydarzenia są i zapomniane, i pewnie skrzętnie ukrywane. Myślę, że Kościół powinien się upomnieć o nadanie im właściwej rangi, pewnie przy najbliższej rocznicy.

dodany: 07.11.2010 , 19:22 | ~ arkadiusz jachimowicz


Tego bloga

Odwiedziło: osób

Skomentowało: 71 osób

Ostatnie posty


Archiwum

Październik 2011 (1)

Czerwiec 2011 (1)

Maj 2011 (2)

Luty 2011 (1)

Styczeń 2011 (1)

Grudzień 2010 (2)

Listopad 2010 (3)

Październik 2010 (3)

Wrzesień 2010 (1)

Edycja





Strona główna | O nas | Członkowie | Jak przystąpić | Galeria | Linki | Mapa serwisu | Kontakt stat4u