Dziś jest: Niedziela, 25 Października 2020 r.
Elbląski Komitet Obywatelski » strona główna » blogi » » wpisy » EKO chce monitorować, ale czy samorząd ...
Czwartek, 06. Styczeń 2011 r. | Odsłon: 6152

EKO chce monitorować, ale czy samorząd chce być monitorowany?

Info.elblag.pl z dnia 4 stycznia br. donosi, że Elbląski Komitet Obywatelski, a konkretnie jego działacze, ostro zabrali się do monitorowania działań świeżo obranych samorządowców. Prezes Jachimowicz informuje o pierwszych sukcesach:

„Z zadowoleniem dostrzegamy, że sesje Rady Miejskiej są emitowane w Telewizji Elbląskiej, dzięki czemu duża część elblążan uzyskuje możliwość zapoznania się z przebiegiem obrad. To ważny krok w kierunku, postulowanej również przez nas, jak największej przejrzystości działań samorządu. Wyrażamy nadzieję, że transmisja sesji nie jest sytuacją nadzwyczajną, lecz standardowym działaniem, co oznacza, że wszystkie sesje RM będą nagrywane i emitowane w lokalnej telewizji kablowej”

Po czym następuje szereg propozycji mających uczynić przepływ informacji w kierunku władza-obywatel jeszcze sprawniejszym.

„Wyrażamy nadzieję, że nasze uwagi pomogą elbląskiemu samorządowi sprawniej komunikować się z mieszkańcami Elbląga”

 –dodaje prezes EKO, podsumowując działania swojej organizacji na tym polu.

Wydawałoby się, że wszystko zmierza w jak najbardziej prawidłowym kierunku i nie pozostanie do zrobienia nic więcej niż świętować sukcesy poprzez wypicie, zakąszenie i odtańczenia wesołego kujawiaczka. Wydawałoby się! Wyłącznie!

Jedynie słuszna formacja rządząca pokazuje jednak po raz kolejny, że nie wypadła sroce spod ogona i nie pozwoli, ot tak sobie, byle komu monitorować swoich poczynań. Chodzi mianowicie o to, jak donoszą lepiej zorientowani, że:

„Od kilku dni można łatwiej utajniać dokumenty urzędowe, co w praktyce może zmienić w fikcję społeczną kontrolę władzy, zwłaszcza centralnej. Chodzi o dostęp do dokumentów urzędowych o pracach administracji, mieniu państwowym i samorządowym, działaniach i planach urzędów i o wiele innych danych, kończąc na działalności służb specjalnych. To tzw. informacja publiczna – dla zainteresowanych mediów i obywateli jest to istna kopalnia informacji umożliwiająca śledzenie poczynań władzy od samego premiera począwszy, a na gminnych urzędnikach skończywszy. Tymczasem szybko i bez większej refleksji przeszła przez media informacja, że od 2 stycznia obowiązują nowe przepisy o ochronie informacji niejawnych (ustawa z 2010 r., zaproponowana przez rząd Donalda Tuska), które dostęp do wielu niewygodnych dla rządzących dokumentów mogą zamknąć. Dziennikarze skupili się na pokazaniu ciekawostki, jaką jest zniknięcie po kilkudziesięciu latach pojęć „tajemnica państwowa” i „tajemnica służbowa”, a tylko niektóre media wgryzły się bardziej w temat. Tymczasem ustawa zachowuje cztery dotychczas obowiązujące klauzule („ściśle tajne”, „tajne”, „poufne” i „zastrzeżone”). Część informacji dotychczas ściśle tajnych będzie miała klauzulę „tajne” lub „poufne”. Analogicznie część informacji do tej pory tajnych zostanie teraz objęta klauzulami „poufne” i „zastrzeżone”. Paradoksalnie – utrudni to dostęp do wielu informacji.”

Co na to eksperci?

Dr Grzegorz Sibiga, specjalista m.in. od ochrony danych osobowych i dostępu do informacji publicznej (pracownik Instytutu Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk)w komentarzu dla „Rzeczpospolitej”:

„Nowa ustawa o ochronie informacji niejawnych, podobnie jak poprzednia, stawia pod znakiem zapytania zagwarantowanie obywatelskiego prawa do informacji. Nałożenie jakiejkolwiek klauzuli tajności (nawet na najniższym poziomie „zastrzeżone”) oznacza automatyczną odmowę udostępnienia informacji publicznej wnioskującemu”

Odmowa taka nie podlega kontroli sądowej. W praktyce oznacza to, że dokumenty oznaczone którąś z klauzul tajności nie zostaną udostępnione wnioskującemu o dostęp do informacji publicznej. I choć w różnych przypadkach osoba tak może się odwoływać do sądu, to akurat przy informacjach niejawnych nie jest to możliwe.

Adwokat Jan Stefanowicz, specjalista od prawa prasowego i mediów:

„Najsłabszą stroną ustawy jest to, że nie przewiduje procedury kontroli nadawania klauzul tajności. Nie chodzi o to, żeby angażować zaraz sąd, ale żeby na końcu można się odwołać. W niektórych krajach są wykazy niejawnych informacji, bez tego bowiem trudno ustalić, że tajemnice ustanowiono”.

W Polsce takich wykazów nie będzie!

To jednak nie koniec niemiłych niespodzianek. Niewygodne dla rządzących informacje mogą łatwiej zostać objęte choćby najniższym poziomem tajności („zastrzeżone”). Jak podkreśla „Rz” nie będzie obowiązku prowadzenia tzw. postępowań sprawdzających wobec osób, które mają mieć wgląd do informacji „zastrzeżonych”, a wystarczy pisemne upoważnienie kierownika i przeszkolenie”. Utajnienie nawet najprostszej informacji w urzędzie może więc oznaczać, że urzędnicy i tak będą mieli do niej dostęp (procedura dopuszczenia do informacji o najniższych poziomach tajności zostanie radykalnie uproszczona), ale obywatel – już nie. Okresowo ma być co prawda prowadzony przegląd wszystkich dokumentów niejawnych (jak w Unii Europejskiej), czy są podstawy, by je tak chronić, ale to żadne pocieszenie dla zainteresowanych poznaniem, co robi władza, zwłaszcza, że przegląd będzie raz na pięć lat.

Łatwość utajniania informacji może więc zmienić społeczną kontrolę – w Polsce jak dotychczas istniejącą i tak na znikomym poziomie – w zupełną fikcję.

Na niebezpieczeństwo szerokiego nakładania klauzul tajności zwracało uwagę m.in. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w apelu do prezydenta Bronisława Komorowskiego, aby nie podpisywał ustawy. Efektem ustawy może być bowiem zwiększenie liczby przecieków, anonimowych wypowiedzi i informacji nieweryfikowalnych. Bronek pismaków oczywiście olał.

Konkludując:

Nowa ustawa mianem „niejawnych” określa informacje, „których nieuprawnione ujawnienie spowodowałoby lub mogłoby spowodować szkody dla Rzeczypospolitej Polskiej albo byłoby z punktu widzenia jej interesów niekorzystne”. Można więc utajnić informację, która może wyrządzić dowolną szkodę Polsce lub może być niekorzystna dla dowolnych interesów kraju i to nawet błahych.

Czy to tylko wyłącznie mi się wydaje, że słyszę wokół złośliwy chichot zadowolonych z siebie POstępowych kanalii?

Za salon24.pl

I to by było na tyle

s.o.   nec optimus, nec pessimus

PS. Mimo wszystko życzę powodzenia EKO w dalszej radosnej twórczości i uszczęśliwianiu niedoinformowanych tubylców. Przedstawienie musi trwać, choćby miało się przerodzić wyłącznie, jak to określa Wowka, w „chocholi taniec”. Show must go on!

Dodaj nowy komentarz:

Lista komentarzy:

Dostało się Panu, Panie Prezesie! Też nie wierzę w Pana "radosną twórczość" i jej bezinteresowne uprawianie.Obowiązkiem obywatelskim był Elbląski Komitet Obywatelski i jego animatorzy działający bezinteresownie. Stowarzyszenie EKO zależne od Pana i władz miejskich. nie jest opozycją tym bardziej, że bez opozycjonistów.Co się stało z założycielami EKO?

dodany: 04.05.2011 , 17:37 | ~ Elblążanin

Eko powoli schodzi ze sceny w nicość. Słowa fajtera Jachimowicza tłumaczą wiele, wszak Judasz tez był katolikiem. Zobaczymy jak to będzie, choć nie wierzę w zaden szał tego towarzystwa katolickiego. j słowa fajtera

dodany: 10.01.2011 , 22:04 | ~ postaw rower pod kościołem.....

Jeżeli świadomość wagi doktryny Kościoła Katolickiego i podstawowa, podkreślam - PODSTAWOWA- wiedza na ten temat, czyli coś, co jest, uważam, obowiązkiem każdego katolika, jest dla kogoś uważającego się za katolika przejawem pychy, to proszę wybaczyć, ale ja nie wiem z kim mam do czynienia. Wiem za to, kiedy mam do czynienia z demagogią skrzyżowaną ze schizofrenią, jak w przypadku postępowych "katolików" z PO, zwłaszcza w osobie B. Komorowskiego, mieniącego się katolikiem i jednocześnie popierającego in vitro, aborcję i wojującego z Krzyżem, symbolem własnej wiary i rugającego w świątyni ks. Żarskiego za nazywanie rzeczy po imieniu. On na pewno nie jest pyszny i zadufany, prawda?. On w ogóle nie wie w czym rzecz. Ale czy wyłącznie on jeden? Płonne nadzieje. Postępactwo jest w dzisiejszych czasach szalenie trendy, więcej – ono jest opłacalne w pewnych bardzo określonych kręgach. Więc jeżeli słyszę twierdzenia, że świadomość bycia katolikiem, zwłaszcza katolikiem odpowiedzialnym za słowa i czyny to pycha i zadufanie, to o czym jest mowa? Cóż to za nowy obszar poprawności politycznej polegający na deprecjonowaniu świadomości katolickiej? Więc jak to jest w Pana przypadku? Demagogia, schizofrenia, czy po prostu zagubiony człowiek? Będziemy dalej się licytować? Pozdrawiam

dodany: 10.01.2011 , 19:49 | ~ servus observantissimus

Nie lubię sarkazmu, po prostu. Tak - tak, nie - nie. Choć rozumiem, że obecnie jest to dość trudne. Przyznam, że nie bardzo wiem o co chodzi przedmówcom. EKO jest inicjatywą nową, trudną, ambitną, więc dyskusje i zawirowania będą i być muszą. Cieszę się, że ciągle trwa mimo powyborczego kryzysu, cieszę się, że jest kilku/kilkunastu dzielnych osób myślących obywatelsko i kategoriami dobra wspólnego, mądrych, cierpliwych, nie małostkowych, nie obrażających się, potrafiących się wznieść ponad pojawiające się iskrzenia. To oznacza, że nie zmarnujemy dotychczasowego dorobku. Zmiany potrzebują czasu, konsekwencji i cierpliwości. I jeszcze jedno, jestem katolikiem, ale boję się zadufanych w sobie katolików, posiadających pełną wiedzę o wszystkim i wszystko potrafiących ocenić. To się nazywa pycha. Pozdrawiam

dodany: 10.01.2011 , 11:01 | ~ arkadiusz jachimowicz

Halo, halo, Panie Prezesie EKO. Czyżby zapowiadało się na to, że nie będzie błyskotliwej i celnej riposty??? Czyżby licencja odgórna na bycie pozarządową "opozycją" to prawda? Czy obywatele rzeczywiście wiedzą wszystko o tej inicjatywie obywatelskiej? I na koniec najważniejsze: czyżby publiczność blogerska (i ja też) miała być pozbawiona frajdy otrzymania choć kęsa informacji o tym, czym w rzeczywistości jest EKO i jakie są te rzeczywiste cele organizacji? Obserwuję Waszą działalność od momentu założenia i przyznam szczerze, że niektóre wolty w wykonaniu Komitetu i jego poszczególnych członków są, co najmniej, zastanawiające. Zawsze twierdziłem, że Elbląg nie jest enklawą odciętą od reszty III RP, więc nie byłoby dla nikogo zaskoczeniem odkrycie, że zepsucie polityczne i średni poziom łajdactwa tych bardziej i tych mniej prominentnych polityków na naszym terenie wskazuje na wyjątkowe podobieństwo do tego, co jest zauważalne w innych regionach kraju, niezależnie od poziomu uprawianej polityki. Skoro więc tam, w skali makro, tyle brzydkich numerów wychodzi w końcu na jaw, to może w Elblągu po prostu chronicznie brak choć śladowej ilości niezależnych mediów, które są w stanie obnażyć co nieco? Bo w to, że w naszym mieście leżącym wciąż w granicach III RP, kraju gdzie standardy życia politycznego ustalają takie „giganty” jak GW, grupa medialna ITI, partie „pookrągłostolowe” z PO, ewidentnym liderem i na koniec Janusz Palikot, politykę uprawiają wyłącznie ludzie o gołębich sercach, proszę wybaczyć, ale tego byłoby za wiele, gdybym miał w to wszystko bezkrytycznie uwierzyć. Jeżeli się mylę, proszę wyprowadzić mnie z błędu. Pozdrawiam serdecznie

dodany: 09.01.2011 , 17:54 | ~ emigrant

Szanowny Panie Prezesie Jachimowicz. Sarkazm boli wyłącznie poczuwających się do winy. Poza tym, kiedy powołuje się Pan na słowa Jana Pawła II, powinno się to odbyć po głębszej analizie tekstu „ADHORTACJA APOSTOLSKA CHRISTIFIDELES LAICI” .Dla mnie jest on cokolwiek dłuższy niż jedno zdanie wyjęte z kontekstu i w związku z tym należy dokonać analizy tekstu, jako całości. Najprawdopodobniej życzyłby sobie tego sam Autor, by w sposób poważny potraktować ten tekst, a nie jak menu z Mc Donalda, gdzie każdy może wybrać, co mu pasuje. Posłużenie się słowami Papieża w tym przypadku, to zwykłe nadużycie. Nie uważam, aby osobiste możliwości intelektualne powodowały, że jest Pan niezdolny do poznania i zrozumienia przesłania Adhortacji, dlatego też tym większe jest to nadużycie z Pańskiej strony. „Jezus pragnie, by oni, tak jak wszyscy Jego uczniowie, byli solą dla ziemi i światłem świata” – możemy znaleźć dalej w tekście (z Ewangelii wg św. Mateusza). Jeżeli być „solą dla ziemi i światłem świata” znaczy dla Pana to samo, co dla mnie, to w żadnym działaniu, w żadnym rodzaju działalności społecznej, dla dobra ludzi, nie ma miejsca na zabawowe traktowanie tematu. Przedszkolna zabawa powinna się skończyć w przedszkolu. Jeżeli człowiek, który dawno już pożegnał przedszkole i słodki czas dzieciństwa, preferuje zabawę, a tak Pan deklaruje, nazwanie tego „radosną twórczością” jest w moim przekonaniu określeniem tego typu zachowania bardzo delikatnym, wręcz kurtuazyjnym. Albo się coś robi Panie Prezesie na serio, z pełnym przekonaniem, albo pretenduje się do bycia jeszcze jedną przybudówką licencjonowanej przez aktualną władzę tzw. „opozycji”. Na koniec jeszcze dwa zdania z Ewangelii św. Mateusza: „Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi.” i „Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie. ” Ku pamięci, Panie Prezesie. Pozdrawiam.

dodany: 07.01.2011 , 21:44 | ~ servus observantissimus

Witaj Emigrant. Oczywiście masz rację Tobie i innym polecam http://www.youtube.com/watch?v=byd0EHN-72M&feature=related

dodany: 07.01.2011 , 14:32 | ~ jaś fasola

Spora doza sarkazmu. Uważam za mój obowiązek obywatelski na ile mogę i potrafię uprawianie "radosnej twórczości" w ramach Komitetu. Nie godzi się stać w bezczynności - powiedział nasz Papież. Utkwiło mi to w głowie. A sądzę, że na podwórku elbląskim kilka upartych osób jest w stanie zwiększyć przejrzystość działąnia władz. Dlatego w to się bawię i zapraszam do zabawy innych. Pozdrawiam

dodany: 07.01.2011 , 12:22 | ~ arkadiusz jachimowicz

Widzę, że mnie wywołują, zanim się pojawię. To miłe. Linka sprawdziłem, film znam, ale obejrzałem ponownie z przyjemnością. Mi nie trzeba takich spraw tłumaczyć, ani ich udowadniać. To są sprawy najwyższego kalibru. Mnie bardziej w tej chwili interesuje taki kaliber siermiężny, oddający naszą elbląską rzeczywistość. Znaleźć w tej rzeczywistości analogie do śmierdzących spraw wielkiego świata znaczy, że Elbląg i jakakolwiek inna polska prowincja nie jest żadną izolowaną enklawą z własnym wyjątkowym klimatem, zwłaszcza politycznym. Nasze miasto, gmina, powiat i przede wszystkim społeczność go zamieszkująca podlega dokładnie tym samym prawom dynamiki politycznej i społecznej, funkcjonuje dokładnie w tym samym układzie mechanicznym, co reszta tego wielkiego, przegniłego do szpiku kości, świata.

dodany: 06.01.2011 , 13:29 | ~ emigrant


Tego bloga

Odwiedziło: osób

Skomentowało: 71 osób

Ostatnie posty


Archiwum

Październik 2011 (1)

Czerwiec 2011 (1)

Maj 2011 (2)

Luty 2011 (1)

Styczeń 2011 (1)

Grudzień 2010 (2)

Listopad 2010 (3)

Październik 2010 (3)

Wrzesień 2010 (1)

Edycja





Strona główna | O nas | Członkowie | Jak przystąpić | Galeria | Linki | Mapa serwisu | Kontakt stat4u